-Więc, czy możesz mi wytłumaczyć co cię tu sprowadza Cassandro? - Terapeuta spojrzał na mnie ostrożnie. Czekał na moją odpowiedź podpierając swoją głowę na zaciśniętej pięści. Widzę go kątem mojego oka. Siedzę na krześle, które jest postawione tyłem do niego.
Nie odpowiedziałam mu, jedynie wpatrywałam się w sufit. Chciałabym by mógł przeczytać moje myśli i zrozumieć dlaczego tu tak naprawdę jestem.
Nigdy z nikim nie rozmawiałam o moich problemach. Nawet z moimi rodzicami. Teraz nie mam nic do stracenia, jestem w gabinecie terapeuty.
-Widzę rzeczy.
-Rzeczy? - powtórzył zapisując coś w swoim notatniku. - Jakie rzeczy widzisz? - No i jest. Pytanie, którego nie chciałam usłyszeć. "Co widzisz?"
Prawdę mówiąc, widzę, słyszę i czuję czyjąś obecność. Tak, ja, Cassandra, dziewiętnastolatka, widzę duchy. Duchy zmarłych ludzi.
Wszystko zaczęło się gdy miałam 7 lat. Moi rodzice i ja przeprowadziliśmy się do bardzo starego domu w Liverpoolu. Stwierdzili, że był piękny. Pierwszego dnia, byłam przerażona zimnym głosem chcącego czyjejś śmierci. Nie chciałam powiedzieć o tym moim rodzicom, mogli pomyśleć, że byłam szalona.
Gdy miałam 12 lat przeprowadziliśmy się do normalnego domu w Londynie. Myślałam, że głosy ucichną, ale myliłam się. Prześladował mnie ten sam głos. Każdej nocy duch unosił się nad moim łóżkiem wydając dziwne dwięki, strasząc mnie na śmierć. Nigdy jednak mnie nie skrzywdził.
Teraz, mam 19 lat a on wciąż za mną podąża. Ten umarły mężczyzna z czarnymi włosami, perłowo-białą skórą, ubrany w czarny garnitur, bez skarpetek, oczy utkwione głęboko w fioletowych orbitach, wyglądał jak zmarły pan młody. Bałam się wszystkiego co z nim związane, ale najbardziej przerażała mnie duża, krwawa rana w jego szyji. Każdego dnia wydawała się być głębsza i bardziej czerwona. Chłopak zawsze powtarzał trzy słowa: "Zabić...Czemu...Maria..."
Spędzałam z tą postacią całe noce. Bałam się przebywania z nim, ale nie tylko on mi się ukazuje. Widzę wszystkich zmarłych ludzi, którzy chcą mi się pokazać, jednak tylko on pokazywał mi się WSZĘDZIE gdzie byłam.
Wróciłam do terapeuty by mógł mi jakoś pomóc. Mam pracę, muszę płacić za połowę czynszu na moje mieszkanie (mieszkam z przyjaciółką) i nie mogę się skoncentrować przez tego ducha. Nigdy nie szukałam pomocy ponieważ każdego dnia wmawiałam sobie, że wszystko ustąpi... tak bardzo się myliłam.
Wytłumaczyłam wszystko terapeucie.
-Widzisz nieproszonych gości od czasu gdy miałaś 7 lat. Nigdy nie rozmawiałaś o tym ani nie szukałaś pomocy? - Nie, nigdy, ale ktoś mi pomógł nawet o tym nie wiedząc. One Direction.
Gdy miałam 17 lat, obejrzałam X-Factor i po prostu się w nich zakochałam. Za każdym razem gdy pan młody jest niedaleko, podkręcam głośność na maxa by o nim zapomnieć. Gdy One Direction jest włączone, nie widzę go. On znika. Czuje się bezpiecznie gdy oni są ze mną. Przykleiłam ich plakaty dookoła mojego łóżka a on już się nad nim nie unosi. Stoi przed moimi drzwiami i szepcze te trzy słowa. Może się ich boi...?
Jest parę chwil gdy go nie widzę. Nie jest obecny od 20 do 21. Gdy pan młody odchodzi z powodu muzyki wygląda na wściekłego, bardzo wściekłego. Szepcze coraz szybciej i głośniej słowo "ZABIĆ..."
One Direction pomogło mi znaleźć odrobinę radości. Jutro mają prywatny koncert w Londynie, na który idę.
Będą śpiewali i udzielali wywiadów. Pewnie nie będę widziała pana młodego. Wygląda na to, że ich nienawidzi.
-Więc, Cassandro - Powiedział terapeuta - Widziałem mnóstwo ludzi mających skłonność do widzenia zjawisk paranormalnych i innych takich i to wyjątkowy dar. Nie musisz się bać, ale musimy znać różnicę między złymi duchami a tymi, które przybywają w pokoju.- Przewróciłam moimi niebieskimi oczami. Te duchy zrujnowały mi życie, złe czy nie! Przeczesałam włosy dłonią i westchnęłam.
-Powiedz mi, Cassandra. Człowiek, którego opisałaś nie wygląda na normalnego. Czy jest on teraz z nami?
-Jasne, że jest. - powiedziałam cicho.
Wskazałam kąt pomieszczenia, w którym przebywałam. Pan młody był tam od początku wizyty.
Patrzył na mnie swoimi małymi czarnymi oczami.
-I myślę, że go zawiodłeś. - kontynuowałam, zamykając oczy by nie widzieć jego białej twarzy. - Ja... ja powinnam iść... - wstałam niezgrabnie i złapałam swoją torebkę. Podbiegłam do drzwi unikając strasznej postaci. Pociągnęłam klamkę do drzwi, terapeuta dodał:
-Na razie nic nie mogę zrobić, ale przyjdź ponownie jeśli chcesz porozmawiać.
Czekam na kolejny rozdział, Teło
OdpowiedzUsuńNie pierdol, że źle tłumaczysz bo piszesz fajnie c:
Awh, dziękuję. Jeszcze dzisiaj wam wrzuce dwójkę, ale już reszta będzie co sobotę. xx
Usuń